Miało być o czymś innym, a będzie o czymś innym.
Obiecałem mojej przyjaciółce że poruszę ten smutny temat, chociaż tak naprawdę nie chcę go poruszać, i wolałbym zostawić te przemyślenia Bogu i historii.
Facebook, a związki. I nie, nie chodzi w tej chwili o "poke" jako pierwszy krok do łóżka, ani stalkerowanie swoich byłych w poszukiwaniu nowych obiektów nienawiści w postaci ich obecnych, nie, chociaż to też zabawne.
Siedzę i próbuję sobie przypomnieć ostatnią rozmowę, i ku zdziwieniu serce mnie się kraje, co to się ponawyrabiało na tym świecie. O Romea, Wertery, Filony i inne jeszcze Janki i ich Marysieńki, co stało się tak tragicznego w tej krótkiej internetu historii, że w czasach obecnych, a jest schyłek roku 2011, łatwiej jest zdecydować się na pójście z kimś do łóżka, niż zmianę statusu związku na facebooku? Czemu to właśnie ten gest stał się tak wymowny?
Tak, facebook, mam tam konto, chociaż linka nie podam, i krytykom tego działania mojego, tak konformistycznego działania powiem jedno: A idzcież w chuj! Nawet nie wiecie jaką radość sprawia gdy ktoś kliknie "like it" pod zdjęciem na którym robicie z siebie debila, albo na wyśmiewaniu się ze znajomych z dawnych lat. Ale o tym później. Wracając do związków.
Czemu tak wiele to znaczy nie tylko dla durnych dzieciaków, ale też i dla tych calkiem normalnych dorosłych to jedno kliknięcie? Fajnie, kolejny przejaw sieciowego ekshibicjonizmu, a po zerwaniu pięknie to wygląda, jak znowu, ku uciesze gawiedzi zmieniamy i publikujemy że zerwaliśmy, w sumie w dupie to mam. Ale czemu ja się pytam CZEMU, jest to ważniejsze od pójścia do łóżka?
I dobra, połowa ludzi dodających kogoś na FB do znajomych, pierwsze co robi (po przeglądnięciu pijackich zdjęć), sprawdza status związku. Jest to jakiś tam coming out, niczym ten gej, po raz pierwszy idący do baru Retum, ale co się stało że nawet gdy wszyscy o naszym związku wiedzą, gdy jest to wszem i wobec oznajmione, to nie, jednak to właśnie te dwa kliki uprawomocniają te decyzję. No ja jebię.To aż tak wielki krok w drodze przedłużenia gatunku? Czy to aż tak istotne? A nawet jeżeli, to czy musimy się tym chwalić udostępniając tysiącu znajomych znajomych, te wiadomość? Na chuj?
Wszem i wobec przysiąc muszę, że choćby nie wiem co, to publikować na "Wallu" nie będę, jak kto zainteresowany niech poszuka albo zapyta czy z kimś jestem czy nie, a i tak, mam "wdowiec" w aktualnym statusie związku, El viva trollo!
A teraz chwila na poważnie. Ogarnijcie się. To jest nic. Kilka lat temu był oficjalne rozmowy z rodzicami, zapoznawanie dziewczyny znajomym, wspólne za łapki wyjście do kościoła. No strzelcie sobie te informacje, ale nie róbcie z tego widowiska i cyrku. A jak wspaniale na nerwy działają mi geniusze, zmieniajacy status c 5 minut...i małżeństwo z koleżanką z lawki, fuck jeah!
I co do chuja pana znaczy "to skomplikowane"?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz