W dzisiejszym odcinku dosramy:
Halloweenowi
Halloweenowi
Dzieciom
1-szemu listopada
Amerykańcom:
No to dawaj!
Ze świata: urodził się dzisiaj 7-mio miliardowy bachor. No pięknie..moja nieskrywana antropofobia daje podwójnie dziś znać o sobie. Jezusie przenajświętszy, Kryszno i Elvisie, dlaczego mi to robicie? Nie żebym miał coś przeciwko kolejnemu dziecku urodzonemu gdziesik na dalekim wschodzie (wysyp kitajców jeeee!!!), ale patrząc na małe statystyki:
kiedy urodzili się moi drodzy rodziciele, było nas dwa razy mniej.
kiedy ja się urodziłem, było nas ciągle o 2 mld mniej (hura,. jakiś względny luz na ulicach)
Za kilka lat, skoczy kolejne zero w statystykach, i ja się teraz pytam, gdzie miejsce w tramwaju dla mnie? A jeżeli końca świata nie będzie? Przecież niedługo będziemy budować tunele i podziemne miasta, a moja wymarzona odludna emigracja już nawet przed tym mnie nie uchroni. Wszędzie ci..ludzie, na każdym kroku i w każdym miejscu. Noż szlag mnie trafi.
Dwa: Halloweeny i 1-szy listopada.
Z zasady i przekonania, Amerykańców jak Niemców nie trawię, przy czym ci ostatni chociaż samochody dobre mają. Ale co odjebało tej naszej polskiej kochanej latorośli, że w swym chorym umiłowaniu dla zachodu, popierdziela w beznadziejnych strojach (albo co gorsza bez, bo i takich debili dzisiaj widziałem...Ludzie na Halloween nawet amerykańce stroje szyją!) i proszą o cukierka? Jakby taki delikwent, w dzień powszedni, ot w taką sobotę (licząc, że akurat kaca mieć nie będę) zapukał i poprosił o cukierka to może coś bym rzucił (oczywiście nie rzuciłbym ale nie o to się rozchodzi). Ale do cięzkiej cholery, w dniu dzisiejszym, jednego z drugim psami bym poszczuł, albo żyletkami obrzucił! Czy ci umysłowi kalecy, nie są w stanie pojąć czym do chuja pana jest tradycja? Jeszcze jakby ogniska palili i dziady świętowali! Sam im maskę wystrugam, i twarogu podam. Ale łażenie w wymalowanym ryju po polskich blokowiskach? Może zacznijmy czcić chiński nowy rok albo rewolucję październikową? Łbem proszę o umywalkę przyłożyć, zanim wyjdziemy tak z domu, może coś nas oświeci, jeżeli to nie dociera.
No i ten przerażający dzień pierwszego listopada..Idą ci smutni ludzie na cmentarz, jadą z drugiego końca Polski, bo przypomniało się o zmarłym tatusiu, wujku, dziadku, babci, cioci, mamie, czy innym jeszcze koledze. W tych eleganckich płaszczykach i futerkach, bo przecież, trzeba się pokazać odpieprzonym jak stróż w boże ciało bo przecież sąsiad może zobaczyć, a Goiździkowa też kwiaty położyć pójdzie. I wszak umyć groby trzeba, kwiatki za 50 złotych a i znicz, najlepiej taki grający, przezajebisty, bo my, to państwo są! I tak 30 mln ludzi w tym kraju. Oczywiście, po obiadku, kiliszeczek koniaku, bo jak to inaczej, a rano wracać do domu. Kilku pijanych kretynów straci prawo jazdy, kilka innych osób życie i tak co roku.
Nasuwa mnie się kilka pytań:
Na chuj? Na chuj ja się pytam w ten jeden konkretny dzień jeździć na groby? Nie może to być zaliczone przez cały weekend? Co za różnica czy pojadę dzisiaj czy jutro? Po za tym że gorączka mi minie, i nie będę stał w korku 3 godziny. Nie można by pójść na jakieś ustępstwo i rozciągnąć to w czasie? I o co chodzi z tymi pijanymi kierowcami? W ciągu 4 dni złapali ich 2000, a w normalny weekend tylko 100? Gówno prawda! Nie żebym policji jakimś wielbicielem był, ale jakby w każdy weekend roku tak pilnowali, może i więcej pijaków za kółkiem by wyłapali.
Ale nie, kurwa, dobrze być nie może, nie może i nie będzie. Bo od usranych kilkuset lat. czy burza i śnieg,. czy słońce, czy gradem w ryj wali, czy gorączka, noga połamana czy kacor męczy, idą Ci ludzie sumieniem ruszeni jak barany za cielęciem malowanym bo tak trzeba, tak wypada i tak każą. Weź tu człowieku nie oszalej.
Amerykańce: tu krótko: Skończyła się ofensywa w Libii, kolejne wiekopomne zwycięstwo w historii przewspaniałego narodu amerykańskiego. A ja powiem jedno: Afganistan. Też miało być zajebiście i też była walka o pokój, dobrze żarło, i zdechło. Żeby nie zdziwili się jak coś pójdzie nie tak Po za tym, walka bronią o pokój, to jak seks w imię dziewictwa.
I teraz trochę moich smutnych przemyśleń. Mija powoli pierwsze dziesięciolecie XXI wieku. Żyjemy na świecie, w którym powoli wysrać się nie będzie gdzie. Jesteśmy na ciągłej smyczy, a paradoskalnie, najbardziej niezależnym krajem świata jest komunistyczna Korea. Przesiąkamy kulturami innych narodów, nawet nie mając z tym kompletnie nic wspólnego. Walczymy w nie swoich wojnach, pijemy nie swój alkohol i powtarzamy: Jestem wolny. Quo vadis świecie?
Przeprosiny:
Tak, tak wiem. Dzisiejszy post nie jest taki cool, fajny jak poprzednie. Nie gnoję zwyczajnych rzeczy i nie dopierdzielam ułomom bez słuchawek w tramwaju. Nie poruszam fajnych tematów i przeklinam bez potrzeby. To wina gorączki. Amen
A już w następnym odcinku (za dwa dni):
Obiecana notka- facebook, a związki
debile bez słuchawek, czy niespełnieni didżeje?
w czym tonie i czym pachnie nasza ojczyzna, czyli psia kupa i inne rozkosze.
A piszę tu o tym, żeby samemu nie zapomnieć..
Kiła nie taka straszna...