poniedziałek, 24 października 2011

Ardua prima via est.

Palców u rąk i jednej nogi zabrakłoby, żeby zliczyć ile razy zabierałem się do blogowania. Niestety, a może na szczęście, zawsze jakoś powstrzymałem się od tego chorego ekshibicjonizmu, jakiś cichy głosik resztek zdrowego rozsądku odciągał mnie od tego, licząc że i tym razem nie dam się tej nienormalnej modzie.
Zdrowy mój rozsądek dostał wczoraj szklanką w łeb, a że to naczynko ze szkła ładnego, grubo ciętego, a do tego lekko dociążonego jakimś destylatem, Rozsądek (bo czemu nie traktować go nieco żywotnie?) już w chłodni...
Co to tu tak w ogóle znaleźć się ma? Niech będzie to, te kilka bajtów internetowej przestrzeni, skazane na oddanie się mojemu ulubionemu hobby (w którym to rozmiłowanie moje sięga ostatnio poziomów fetyszowch) tj. narzekaniu. Tak, tak, narzekaniu na wszystko i na wszystkich, z lekką nutką ironicznego spojrzenia, krytycznego uśmieszku i ogromnej pogardy. Hura.
I nie będzie tu wspomnianego wyżej ekshibicjonistycznego uzewnętrzniania się, niczym czternastolatka po acodinie którą rzucił chłopak, nie będzie też zdjęć kotów ani przepisów na racuchy. Chociaż to zależy od biopaliwa w moich żyłach.
Większość zawartości niepoprawna politycznie, moralnie, kulturowo, społecznie, religijnie, z dużą ilością wulgaryzmów, subiektywnego spojrzenia na świat, i szaloną moderacją komentarzy które nie będą ołkej.
Zaczynamy!

...
Ja pierdolę, ale kiła...

1 komentarz:

  1. No Inn, początek bardzo intrygujący. Zobaczymy jak będzie dalej :P

    OdpowiedzUsuń