piątek, 11 listopada 2011

Cierpliwości.

Mnie brak. 

Autobus, stoję (tak stoję, i w sumie nie tylko dlatego, że każde z miejsc opłacone jest krwią dzikich, naftalinowych staruszek, ale raczej z prozaicznego powodu niewiedzy, kto przed chwilą spał na tym, albo sikał na owym fotelu, a i takie rzeczy się zdarzają) i czekam. I autobus też stoi, mimo że w ruchy. Widzę grupę hipsterskich gówniarzy, których mijałem pół godziny temu kilka przystanków dalej, wkurwia mnie myśl, że dojdą do celu szybciej ode mnie, mniej zdenerwowani i jeszcze się poruszają. Noż do kurwy nędzy, po co ja w ogólę płacę za te bilety? Że niby kultura zobowiązuje, liczy się i w ogóle fajnie. A w dupie to mam.
A autobus stoi. Stoi po to, żeby przejechać dwadzieścia metrów i znowu stać.. Ja pierdole...
Nachodzą człowieka takie myśli, po co? Po cholerę w ogóle wyciągałem dupę z ciepłego domu, i stoję w śmierdzącym autobusie? Czemu nie pojechałem tramwajem, który pewnie stałby ze względu na modernizację linii, albo znowu jakiś debil zawiesiłby się na torach. Czemu nie rowerem i czemu nie piechotą... Ja Pierdolę.
Stoję i myślę, i autobus też stoi, chociaż bezmyślnie i patrzy w czerwone oko świateł, a pijak jakiś śmierdzi na fotelu pod oknem..Ja pierdolę..
Nie rozumiem tego kraju. Ludzie bluzgają, że korki, bo za dużo samochodów, bo jeżdżą w połowie puste, bo  do sklepu miast na nóżkach to samochodem. Benzyna już ponad 6 złotych ponoć kosztuje, a Ci debile jak jeździli tak jeżdżą dalej. I czemu nie komunikacją miejską? I olśnienie.. Autobusem/tramwajem/metrem nie bo drogie (a benzyna to kurwa tania?), bo ciasno, bo nie zatrzyma się blisko domu (no ja jebie 50 metrów przejść im szkoda), bo korki i wolno jeżdżą.. Ale z drugiej strony w samochodzie też stoją, tyle tylko że na swoim. Czyli: korki są bo za dużo samochodów, za dużo samochodów, bo ludzie nie jeżdzą komunikacją miejską, nie jeżdzą komunikacją miejską bo jest wolna i stoi w korkach. A ceny benzyny rosną..JA PIERDOLE.

To jest chory kraj. Jak boga kocham, chory kraj. Mentalność tych ludzi jest niesamowita. Narzekają że drogo, narzekają że korki, narzekają że śmierdzi, narzekają, narzekają, narzekają...ale zrobić nie ma komu?

A autobus stoi. Jak to jest, jakie to niesamowite, jedna droga, żadnych zjazdów, żadnych przecznic, żadnych skrzyżowań ani świateł. Jeden przystanek autobusowy, jedno przejście dla pieszych, a korek jak sam skurwysyn.
A autobus stoi..

MYŚLCIE KURWA!!! 

wtorek, 8 listopada 2011

Pachnidło 1

Poranne chodniki
Gdy idę, nie rozmawiam z nikim
Jak jest w niedzielę nad ranem
Po sobotnich balach chodniki zarzygane

/Kult - Polska/

Niedzielny poranek, wcześnie, bo jeszcze przed budzikiem proboszcza. Jak jeden z miliona szarych balowych potworów, przemykam się wracając z imprezy dorannej. Nie jestem, pijany, a przynajmniej nie na tyle, by nie wyczuć otaczającego mnie świata. A prawda jest taka, że świat ów śmierdzi. Nie, źle mnie zrozumieliście, on jebie istnym smrodem i okropieństwem.
Poranek w niedzielę jest najsmutniejszym z widoków jaki było dane mi zaznać, i to nie tylko w tym szarym jak papier kraju, ale ogólnie. Szarzy widmowi ludzie wracający schyłkiem do domu, każdy ma ten ponury wyraz twarzy, na którym z zmieszaniem i zmęczeniem, kopuluje pewne poczucie wstydu czy nawet odrazy do samego siebie a kibicuje im strach i niepewność, nie mówiąc już o masturbującym się zagubieniu. Ludzie Ci nie są pijani, oni są Odyseuszami wracającymi do żon, dzieci, łóżek, za parę godzin, zacznie się trauma, ale teraz tylko spać. Są niegroźni.
Nie ma też na ulicach porannych sprzątaczek. W niedzielne ranki nawet porządkowi wstają później, w końcu nikt normalny nie przechadza się gdzie indziej niż na mszę o 9.30.
I obraz który mnie przytłacza: obsikane mury, zarzygane chodniki, potłuczone szkło butelek i o witryny szybowe rozmazane kebaby. Wszystko łączy się w kakofonie zapachów, przypominającą coś na kształt turpistycznej wersji perfumów Chanel. Czy to nasza kultura, że gdzie nasramy tam zostawimy, a sikamy gdzie popadnie? Czemu brakuje tego ułamka, ciut ogłady, który chociaż lekkim ukłuciem wstydu powstrzyma nas od zarzygania komuś drzwi wejściowych? Raz widziałem młokosa, kretyna lejącego pod drzwiami kościoła...chciałem ryj mu o framugi rozstrzaskać..nie żebym był przesadnie religijny, ale ludzie, litości!

Niedzielne poranki nie atakują mnie głupotą. W sumie lubię patrzeć na to jak wygląda wówczas świat. I nie dlatego że jest tak smutnie śmierdzący. Głupota nie ma już tu miejsca, uciekła i wyczerpała się przed świtem. Potworna półgodzina w mordach tego ludu, zanim otworzą żabkę, a suchość na językach ich ogromna. To co widzę to efekty głupoty, które mam nadzieję wyrzutem sumienia odbiją się na twórcach arrasów na szybie Rossmana na rynku....

Ta kurwa, jasne, do następnej sobotoniedzieli!

Co za kiła...

poniedziałek, 7 listopada 2011

Związek

Miało być o czymś innym, a będzie o czymś innym.
Obiecałem mojej przyjaciółce że poruszę ten smutny temat, chociaż tak naprawdę nie chcę go poruszać, i wolałbym zostawić te przemyślenia Bogu i historii.
Facebook, a związki. I nie, nie chodzi w tej chwili o "poke" jako pierwszy krok do łóżka, ani stalkerowanie swoich byłych w poszukiwaniu nowych obiektów nienawiści w postaci ich obecnych, nie, chociaż to też zabawne.
Siedzę i próbuję sobie przypomnieć ostatnią rozmowę, i ku zdziwieniu serce mnie się kraje, co to się ponawyrabiało na tym świecie. O Romea, Wertery, Filony i inne jeszcze Janki i ich Marysieńki, co stało się tak tragicznego w tej krótkiej internetu historii, że w czasach obecnych, a jest schyłek roku 2011, łatwiej jest zdecydować się na pójście z kimś do łóżka, niż zmianę statusu związku na facebooku? Czemu to właśnie ten gest stał się tak wymowny?
Tak, facebook, mam tam konto, chociaż linka nie podam, i krytykom tego działania mojego, tak konformistycznego działania powiem jedno: A idzcież w chuj! Nawet nie wiecie jaką radość sprawia gdy ktoś kliknie "like it" pod zdjęciem na którym robicie z siebie debila, albo na wyśmiewaniu się ze znajomych z dawnych lat. Ale o tym później. Wracając do związków.
Czemu tak wiele to znaczy nie tylko dla durnych dzieciaków, ale też i dla tych calkiem normalnych dorosłych to jedno kliknięcie? Fajnie, kolejny przejaw sieciowego ekshibicjonizmu, a po zerwaniu pięknie to wygląda, jak znowu, ku uciesze gawiedzi zmieniamy i publikujemy że zerwaliśmy, w sumie w dupie to mam. Ale czemu ja się pytam CZEMU, jest to ważniejsze od pójścia do łóżka?
I dobra, połowa ludzi dodających kogoś na FB do znajomych, pierwsze co robi (po przeglądnięciu pijackich zdjęć), sprawdza status związku. Jest to jakiś tam coming out, niczym ten gej, po raz pierwszy idący do baru Retum, ale co się stało że nawet gdy wszyscy o naszym związku wiedzą, gdy jest to wszem i wobec oznajmione, to nie, jednak to właśnie te dwa kliki uprawomocniają te decyzję. No ja jebię.To aż tak wielki krok w drodze przedłużenia gatunku? Czy to aż tak istotne? A nawet jeżeli, to czy musimy się tym chwalić udostępniając tysiącu znajomych znajomych, te wiadomość? Na chuj? 
Wszem i wobec przysiąc muszę, że choćby nie wiem co, to publikować na "Wallu" nie będę, jak kto zainteresowany niech poszuka albo zapyta czy z kimś jestem czy nie, a i tak, mam "wdowiec" w aktualnym statusie związku, El viva trollo!

A teraz chwila na poważnie. Ogarnijcie się. To jest nic. Kilka lat temu był oficjalne rozmowy z rodzicami, zapoznawanie dziewczyny znajomym, wspólne za łapki wyjście do kościoła. No strzelcie sobie te informacje, ale nie róbcie z tego widowiska i cyrku. A jak wspaniale na nerwy działają mi geniusze, zmieniajacy status c 5 minut...i małżeństwo z koleżanką z lawki, fuck jeah! 

I co do chuja pana znaczy "to skomplikowane"?