wtorek, 8 listopada 2011

Pachnidło 1

Poranne chodniki
Gdy idę, nie rozmawiam z nikim
Jak jest w niedzielę nad ranem
Po sobotnich balach chodniki zarzygane

/Kult - Polska/

Niedzielny poranek, wcześnie, bo jeszcze przed budzikiem proboszcza. Jak jeden z miliona szarych balowych potworów, przemykam się wracając z imprezy dorannej. Nie jestem, pijany, a przynajmniej nie na tyle, by nie wyczuć otaczającego mnie świata. A prawda jest taka, że świat ów śmierdzi. Nie, źle mnie zrozumieliście, on jebie istnym smrodem i okropieństwem.
Poranek w niedzielę jest najsmutniejszym z widoków jaki było dane mi zaznać, i to nie tylko w tym szarym jak papier kraju, ale ogólnie. Szarzy widmowi ludzie wracający schyłkiem do domu, każdy ma ten ponury wyraz twarzy, na którym z zmieszaniem i zmęczeniem, kopuluje pewne poczucie wstydu czy nawet odrazy do samego siebie a kibicuje im strach i niepewność, nie mówiąc już o masturbującym się zagubieniu. Ludzie Ci nie są pijani, oni są Odyseuszami wracającymi do żon, dzieci, łóżek, za parę godzin, zacznie się trauma, ale teraz tylko spać. Są niegroźni.
Nie ma też na ulicach porannych sprzątaczek. W niedzielne ranki nawet porządkowi wstają później, w końcu nikt normalny nie przechadza się gdzie indziej niż na mszę o 9.30.
I obraz który mnie przytłacza: obsikane mury, zarzygane chodniki, potłuczone szkło butelek i o witryny szybowe rozmazane kebaby. Wszystko łączy się w kakofonie zapachów, przypominającą coś na kształt turpistycznej wersji perfumów Chanel. Czy to nasza kultura, że gdzie nasramy tam zostawimy, a sikamy gdzie popadnie? Czemu brakuje tego ułamka, ciut ogłady, który chociaż lekkim ukłuciem wstydu powstrzyma nas od zarzygania komuś drzwi wejściowych? Raz widziałem młokosa, kretyna lejącego pod drzwiami kościoła...chciałem ryj mu o framugi rozstrzaskać..nie żebym był przesadnie religijny, ale ludzie, litości!

Niedzielne poranki nie atakują mnie głupotą. W sumie lubię patrzeć na to jak wygląda wówczas świat. I nie dlatego że jest tak smutnie śmierdzący. Głupota nie ma już tu miejsca, uciekła i wyczerpała się przed świtem. Potworna półgodzina w mordach tego ludu, zanim otworzą żabkę, a suchość na językach ich ogromna. To co widzę to efekty głupoty, które mam nadzieję wyrzutem sumienia odbiją się na twórcach arrasów na szybie Rossmana na rynku....

Ta kurwa, jasne, do następnej sobotoniedzieli!

Co za kiła...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz