wtorek, 27 grudnia 2011

Święta.

Jest szaro.  Ostatnio moja przyjaciółka powiedziała mi, że jakiś dziwny jestem, bo jak piszę to narzekam jak pojebany, a jak z nią rozmawiam to spokojny, miły i kulturalny. Gdzie tu jest problem? I kim ja do chuja pana jestem w rzeczywistości? A i nie przeklinam ponoć...
Jest szaro. Nie o tym miałem jednak pisać. Dawno już na nic nie narzekałem, dawno nie było tego malkontenctwa, i dawno nie poprzeklinałem (chociaż dzisiaj, gdy zobaczyłem zakres materiału na zaliczenie z jednego przedmiotu, dostałem sąsiedzką nagrodę za wiązankę roku 2011, ale do kurwy nędzy, 370 stron na jakieś pierdolone zaliczenie? ZALICZENIE kurwa nie egzamin, no co za pojeb...).
Jest szaro. Dzisiaj będzie zwyczajni, o tym co jest, o tym co było i o tym co będzie.

Minęły święta, wczoraj się skończyły, a ja zastanawiam się co się ze mną stało? Kiedy cała magia świątecznego klimatu ze mnie wyparowała, kiedy zagubiłem gdzieś radość z kiczowatych chińskich pierdół, kiedy i gdzie zginęła radość z kilku groszy i barszczu z uszkami? Co się ze mną stało, że z osoby która śpiewała głośno i całkiem trzeźwo, wśród tłumu pijanych neandertali kolędy na pasterce, i kiedy stałem się taką emo cipką, żeby pisać o tym na blogu? 
I gdzie jest kurwa śnieg? Czemu za oknem nie ma tego zimnego, mokrego, białego gówna? Za to od chuja zimnego, mokrego, szarego gówna, którym jednak o dziwo dzieci nie chcą się napierdalać i nie robią z neigo pięknych, gównianych bałwanków? Nie proszę państwa, nie błota chcieliśmy na święta, tylko garstkę tego jebanego śniegu. A i tak jak spadnie w połowie stycznia, będzie że zima zaskoczyła drogowców, jakbyśmy kurwa w tropikach żyli...Chociaż wcale nie zdziwię się jak jebnie w maju..znowu.
Do tego żarcie. W sumie cieszę się, i czarna dziura w moim bebechu też, ale matko boska ileż można..do tego ryj mój jak dywan wygląda, i dawno mnie tak nie wypryszczyło. Nie żeby żarcie mi nie smakowało, i może wreszcie troszku przytyję, ale ja pierdolę w momencie kiedy mam jakiś krem/żel/mydło nawet na twarzy, a nie jestem aktualnie pod prysznicem, chuj mnie strzela, i mam dziwne wrażenie jakby ktoś narobił mi na facjatę. Nienawidzę w sensie. Ale nie ma co narzekać, nażarłem się.
A przyszłość? Nowy rok i sesja. Już czuję w każdym kawałku ciała i duszy rozrywający ból, słony smak kofeiny o poranku, który to porankiem jest tylko z nazwy bo chuj wie czy jest jeszcze noc czy dzień czy co innego, zwłaszcza że spało się kiedyś a kiedyś jest najdoskonalszym określeniem. I tak wiem kurwa, chcieliśmy być wykształconymi ludźmi, i tylko z własnej, przez nikogo nie narzuconej woli, to sobie robimy. Ale ja pierdolę, trochę wyrozumiałości, i empatii... i na chuj studiując ciągle mam wrażenie że jestem w jebanym gimnazjum, tylko wykładowcy jacyś durniejsi i gorzej przygotowany (czy któryś ma chociaż podstawowe wykształcenie pedagogiczne? No ja jebie, czytać książkę to ja sobie mogę w domu, w dresie, kapciach i z kawą, a nie przy jebanej ławce, w której nogi mi się nie mieszczą). 
No nic pora się uczyć, i o spaniu zapomnieć. 
Nic przez święta nie zrobiłem
A za oknem dalej szaro i chujowo. A czemu? Bo to Polska właśnie.

Ja pierdolę, ale kiła.